tylko michalbuchta.eu
cały internet

„Ekspert” Ligi Polskich Rodzin

Przy śniadaniu włączyłem sobie telewizję. Na tvn24 były znów relacje (wciąż na czerwono!) z Gdańska, czyli nic ciekawego. Przełączyłem na międzyregionalną, a tam obrady izby niższej.

Dyskusja o jakimś projekcie, którego nazwy niestety nikt nie przytoczył. Z kontekstu zrozumiałem, że chodzi o implementację unijnej dyrektywy, która zrównałaby w prawach obywateli różnych krajów członkowskich w pewnej sprawie. Któryś z posłów SLD zapytał retorycznie, czy Polska nie jest przypadkiem na ostatnim miejscu jeśli chodzi o transpozycję tej dyrektywy do prawodawstwa.

Wtedy na mównicę wszedł poseł, dr Marek Kawa, literaturoznawca-kulturoznawca, z tytułowej Ligi. W pytanie wplótł tezę, iż [cytat niedokładny]

dyrektywa europejska ma to do siebie, że kraj członkowski może zdecydować, czy ją przyjąć czy też nie.

Myślałem, że spadnę z krzesła. Tzn. konkretnie z wersalki. Dlaczego?

Główną cechą dyrektywy jest to, że jej założenia muszą zostać przyjęte przez określone państwo (lub państwa) członkowskie w określonym terminie (jedynie forma jest dowolna). Jeśli tego nie uczyni – Komisja może złożyć skargę do ETS-u.

wykop twitter blip śledzik gwar digg del.icio.us technorati

komentarz

  1. Cytat ze stenogramu:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze!
    Dzisiaj mamy do czynienia z kolejną implementacją dyrektywy europejskiej i taka uwaga porządkująca. Patrząc na znaczenie samego słowa „dyrektywa”, chcę powiedzieć, że dyrektywę przyjmuje się albo nie, czyli albo się ją akceptuje, albo odrzuca. Dlatego trochę dziwi mnie, że my w ogóle dyskutujemy na ten temat, ale to jest cała specyfika implementacji naszego prawa do prawa Unii Europejskiej.

skomentuj

Możesz użyć następujących tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona korzysta z systemu zarządzania treścią Wordpress i motywu Digg 3 Column.