tylko michalbuchta.eu
cały internet

dr Marek Migalski niechętny samorządności?

Platforma ustami wicepremiera Grzegorza Schetyny, twarzą premiera Donalda Tuska (a piórem zapewne wiceministra Tomasza Siemioniaka) zaprezentowała cztery projekty ustaw, które szumnie nazwano „reformą administracyjną”. Jarosław Kaczyński skomentował to w swoim stylu, zarzucając koalicji próbę „landyzacji”. No tak, landyzacja jest zła. Tyle że Niemczech tylko NSDAP zlikwidowała landy.

Konferencję prasową po posiedzeniu Komisji Rządu i Samorządu Terytorialnego skomentował oprócz prezesa PiS-u również dr Marek Migalski (Uniwersytet Śląski w Katowicach) w „Rzeczpospolitej”. Pozwolę sobie na skomentowanie kilku fragmentów tekstu.

Rządzący są o wiele lepiej powstrzymywani przed nadużyciami i korupcją na szczeblu centralnym niż na poziomie lokalnym, właśnie przez funkcjonowanie spluralizowanych i konkurujących ze sobą ogólnopolskich mediów. Na szczeblu gminnym tego typu kontrola ze strony czwartej władzy jest fikcją.

Po pierwsze, nie wiem co ma reforma Schetyny do gmin. Jeśli dobrze rozumiem, to kompetencje przechodzą z urzędów wojewódzkich do zarządów i sejmików województw. Między szczeblem lokalnym a centralnym jest jeszcze zapomniany poziom regionalny.

Po drugie, niech pan dr zastanowi się, dlaczego media regionalne nie są spluralizowane i rzadko istnieje między nimi konkurencja. Może wynika to właśnie z centralizmu? Na poziomie centralnym zapadają decyzje, dlatego tam są tematy.

Po trzecie, inne instytucje niż media powinny się zajmować kontrolą i walką z korupcją.

Podobnie ma się sprawa z działalnością partii politycznych. Cokolwiek krytycznego byśmy o nich napisali, to ich konkurencja sprzyja wzajemnej kontroli. Jeśli coś ohydnego wykombinuje PO, zaraz będzie to wychwycone i skontrowane przez PiS czy SLD, i odwrotnie. Ale tego typu mechanizm nie działa na poziomie niższym niż wojewódzki.

Primo jak wyżej.

Po drugie, konkurencja jest tam, gdzie są decydenci. To nie przypadek, że system konsensualny wykształcił się na szwajcarskim poziomie federalnym.

Platforma chce przerzucić ogrom zadań i kompetencji na barki społeczności lokalnych, nie uwzględniając, że częstokroć są one do tego nieprzygotowane.

Oczywiście, bo przecież Sejm poprzedniej kadencji składał się z przygotowanej społeczności ogólnopolskiej.

A frekwencja wyborcza nie powinna być czynnikiem wpływającym na decyzję o przekazaniu władzy.

Wyobrażenie o tym, że Polska prowincjonalna, lokalna jest krainą łagodności, szczęśliwości i sąsiedzkiej kooperacji, jest ułudą. Polska to także Olsztyn pod rządami tamtejszego buhaja, Starachowice, gdzie przez lata kooperowali ze sobą bandyci i politycy, Opole, w którym doszło do kręcenia lodów wszystkich ze wszystkimi. Arkadyjska wizja polskiego społeczeństwa, które aktywnie działa na niwie publicznej, chętnie angażuje się w trzecim sektorze, skutecznie kontroluje swoich przywódców, spontanicznie angażuje się w lokalne inicjatywy, jest utopią.

Polska to także Warszawa z wicepremierem-buhajem, Warszawa z posłem-pedofilem, Warszawa z panią legislatorką z biura Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Zresztą, o ile mnie pamięć nie myli, to aferę olsztyńską i opolską wykryły właśnie lokalne i/lub regionalne media, a tylko podchwyciły je ogólnopolskie.

Zastanawiam się, jaka proporcja afer regionalnych do afer centralnych wystarczyłaby, żeby dr Migalski przestał patrzyć na miasto/gminę/powiat/województwo tak niechętnym okiem.

To trochę tak jak z jazdą na rowerze. Nie można się tego nauczyć tylko teoretycznie, należy zacząć jeździć, bo inaczej się nie da. Ale odpowiedzialny rodzic przez pewien czas będzie biegał za swoim malcem, trzymając go za wbity w rowerek badyl. Na początku tego typu zabieg wydaje się konieczny.

18 lat nauki jazdy na rowerku Polsce nie wystarczy?

Drugą uwagą krytyczną wobec planów PO i PSL jest to, że cała operacja przekazywania kompetencji administracji centralnej samorządom może być w istocie przekazywaniem jej… samym sobie.

Ależ władza w samorządzie nie jest dana na zawsze. Kadencje rad miast, gmin itp. trwają zaledwie cztery lata! Już za 2,5 roku Platforma może stracić kontrolę nad samorządami, jeśli nie sprawdzi się na poziomie centralnym. I regionalnym, i lokalnym.

A jeśliby się jeszcze przy tej okazji udało podporządkować, jak chce tego PO, lokalne ośrodki publicznego radia i telewizji sejmikom wojewódzkim, sukces byłby pełny.

Po pierwsze, nie znam szczegółów oraz zamiarów PO, ale dlaczego niby regionalne ośrodki w Polsce miałyby być bardziej upartyjnione niż w RFN? Poza tym pewnie będzie chodziło o finansowanie, a nie kontrolę merytoryczną.

Po drugie, doświadczenie w przejmowaniu mediów regionalnych ma SLD/Ordynacka i PiS. Jeszcze niedawno katowickim radiem rządził członek PiS-u.

Poza tym mam wrażenie, że dr Migalski myli słowa „lokalny” i „regionalny”.

Właściwie to nie dziwię się doktorowi Migalskiemu. Pewnie też byłbym niechętny reformie, która miałaby mnie w jakimś stopniu pozbawić zajęcia. Ale z drugiej strony, nie wątpię, że dr Migalski mógłby być bardzo dobrym komentatorem regionalnej sceny politycznej albo ekspertem sejmiku.

Projekty na stronie MWSiA.

wykop twitter blip śledzik gwar digg del.icio.us technorati

skomentuj

Możesz użyć następujących tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona korzysta z systemu zarządzania treścią Wordpress i motywu Digg 3 Column.