tylko michalbuchta.eu
cały internet

moim promotorem był Jan Iwanek

Fragment strony tytułowej pracy magisterskiej

Jak to jest, być absolwentem Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, na którym spora część polskich mediów nie zostawia suchej nitki?

Moim promotorem był prof. UŚ dr hab. Jan Iwanek, który potwierdził, że współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa w wywiadzie, którego udzielił latem 2007 roku „Dziennikowi Zachodniemu” (opisał to również m.in. niebieski „Dziennik”. Wybrałem go jako promotora rok wcześniej. Paradoksalnie, wybrałem prof. Iwanka (specjalistę od zachodnich systemów politycznych) dlatego, że nie chciałem być na seminarium magisterskim u prof. Barańskiego (specjalisty od samorządu lokalnego), członka SLD. I rok po wyborze miałem dylemat: zostać czy przenieść się do innego promotora. Zdecydowałem się na pierwszą opcję, bo nie potrafiłem wśród tych pracowników instytutu, których znałem z zajęć, znaleźć osoby bardziej odpowiedniej do oryginalnego tematu, który chciałem opisać.

Wiosną 2008 roku prof. Iwanek kandydował na kolejną kadencję na stanowisko dyrektora instytutu. Wtedy obyło się bez burzy medialnej, gorąco za to było na posiedzeniu Rady Instytutu, o czym dowiedziałem się dopiero kilka tygodni po tych wyborach. Na spotkaniu wyborczym dr Marek Migalski stwierdził, że prof. Iwanek z uwagi na swoją przeszłość nie powinien zajmować stanowiska, na które kandyduje. W swojej opinii był niemal osamotniony, prof. Iwanek znowu wygrał wybory. Kontrkandydatów nie było.

Warto dodać, że wcześniej, bo na początku 2007 roku, był jedną z osób, które na uniwersytecie protestowały przeciwko lustracji w obecnej formie. Profesor w wywiadzie twierdził, że jest za lustracją w bardziej cywilizowany sposób i za pełnym otwarciem archiwów.

Punktem kulminacyjnym był program Bronisława Wildsteina z grudnia 2008 roku, w którym dr Migalski pośrednio określił prof. Iwanka czarną owcą uniwersytetu, wpływającą swoja osobą na wszelkie negatywne przejawy życia uczelnianego ze ściąganiem włącznie. Jeszcze przed programem otwarcia przewodu habilitacyjnego odmówił dr. Migalskiemu Uniwersytet Wrocławski, a po emisji również i Jagielloński. Na Śląskim podobno mu odradzano.

Reakcją instytutu na program Wildsteina był list otwarty, który według moich obliczeń podpisało 74% pracowników INPiDz (55 z 74). Odsetek ten w żadnym stopniu nie może jednak przesądzać o poglądach pracowników instytutu na sprawę z przynajmniej dwóch powodów:

1) nie wszyscy pracownicy byli osiągalni w czasie zbierania podpisów;

2) część pracowników wie, że ich umowa o pracę zależy nie tylko od czynników merytorycznych.

Ten list otwarty oraz powiązania prof. Iwanka miały wpłynąć na decyzję UJ. Dążąc do obiektywizmu trzeba jednak przyznać, że najstarszy polski uniwersytet byłby żałosny, gdyby ważne decyzje podejmował w oparciu o pełen drobnych błędów list otwarty na inny temat lub o zemstę pracownika naukowego innego uniwersytetu.

Jednym z dziennikarzy szczególnie zaangażowanych w sprawę jest Tomasz Szymborski, autor m.in. tego wpisu na swoim blogu. I nie byłoby w tym nic dziwnego – doceniam dziennikarzy sięgających po materiały źródłowe – gdyby nie fakt, że na nieoficjalnym forum internetowym wydziału zasugerował, że wśród osób podpisanych pod listem otwartym kilka było zarejestrowanych przez SB i to nie jako figuranci do rozpracowania. Biorąc pod uwagę wiek podpisanych, lista osób, które miały być TW, widocznie się zmniejsza.

Na tym samym forum dr Migalski został oskarżony o autoplagiaty (tzn. o regularne przepisywanie z artykułu do artykułu tych samych stwierdzeń i akapitów), a także został zapytany o sprawę z MO z 1988 roku z sugestią, że powinien się z tej sprawy wytłumaczyć. Dr Migalski odpowiedział na zarzuty i poinformował, że zgłosi je do prokuratury jako doniesienie o popełnieniu przestępstwa.

*

Powróćmy jednak do wątku głównego. Sprawa prof. Iwanka po jego wywiadzie z lata 2007 roku w zasadzie ucichła, chyba głównie ze względu na datę publikacji. W październiku nie była ona już tak żywo dyskutowana, jak w internecie latem. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek planował rezygnację z zajęć u profesora, żeby ktokolwiek przygotowywał protest studencki. Sprawa zwyczajnie rozeszła się po kościach. Ale nie ze względu na „czerwone poglądy” studentów, a raczej z uwagi na kaliber agentury profesora – z informacji, które były dostępne wynikało, że kilkakrotnie spotkał się z oficerem SB, przekazał kilka informacji na temat kolegów (głównie z ZSP) oraz na temat jednego z krajów latynoamerykańskich po wizycie w  tymże kraju i pobrał pieniądze. Na drugiej szali postawiono wiedzę Jana Iwanka jako naukowca i wykładowcę – pomijając niezbyt obfitą ilość publikacji po habilitacji, co przypomina często dr Migalski – którą wykazywał się na każdym wykładzie, czasem tylko dodając niepochlebną uwagę na temat polskiej polityki lub Kościoła. Trudno jednak przyjąć tezy, że takie aluzje miały (mają) istotny wpływ na wychowanie młodego pokolenia, co podnoszą niektórzy komentatorzy. Na III roku student raczej myśli samodzielnie.

Nieszczęsny list otwarty w jakimś stopniu doprowadził do pęknięcia wśród pracowników INPiDz. Sytuacja pozostanie w zawieszeniu do kolejnego wybuchu, który dziś nawet trudno przewidzieć. Być może ujawnione zostaną kolejne nazwiska tajnych współpracowników SB co mogłoby skompromitować list otwarty, być może jeden z dwóch głównych bohaterów ustąpi i odejdzie z uniwersytetu, być może sprawę zakończy jakaś decyzja organu uczelni lub sądu.

Niemal codziennie zastanawiam się nad powrotem na uczelnię, na studia doktoranckie, od października 2009 r. Tylko czy na UŚ?

wykop twitter blip śledzik gwar digg del.icio.us technorati

komentarze

  1. umiesz napisać coś samodzielnie, czy zawsze tylko przepisujesz z pracy

  2. pod czyim adresem ta zniewaga?

skomentuj

Możesz użyć następujących tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona korzysta z systemu zarządzania treścią Wordpress i motywu Digg 3 Column.