tylko michalbuchta.eu
cały internet

Korfanty: objawy bolszewizmu pod rządami Piłsudskiego

Tym razem dłuższy fragment stenogramu, ale nie z posiedzenia obecnie istniejącej izby lub rady, a z Sejmu Śląskiego (formalnie 1920– 1945, de facto 1922–1939). Do roku 1926 roku ten regionalny parlament miał pełne prawa, później – przez ingerencję sanacyjnego wojewody Michała Kurzydły vel Grażyńskiego – kompetencje zostały ograniczone. Poniższy stenogram pochodzi z grudnia 1931 roku. Poseł Wojciech Korfanty był przeciwnikiem rządowym pomajowych, co pokazują niektóre jego sformułowania z tego stenogramu.

Punkt programu dotyczy demonstracji w Zawodziu (obecnie część Katowic), związanej z wysokim bezrobociem w czasie kryzysu.

Wypowiedzi są obszerne, ponieważ pokazują nie tylko treść ale i styl mówienia polityków. Dla ułatwienia podkreśliłem te fragmenty, które uznałem za ciekawe. Pisownia jest oryginalna.

(…)

Marszałek:
Galerji nie wolno klaskać! Naczelnik Wydziału Bezpieczeństwa Publicznego p. Ryczkowski ma głos.

P. Naczelnik Ryczkowski:
Wysoki Sejmie! Na podstawie dochodzeń, przeprowadzonych w sprawie dzisiejszych wypadków w Zawodziu, mam zaszczyt przedstawić następujące szczegółowe wyjaśnienie: W dniu wczorajszym kolportowano anonimowe odezwy, wzywające do urządzania w dniu 17. czerwca br. t. j. dzisiaj, masowych demonstracyj ulicznych, które to demonstracje miały być poprzedzone zbiórką o godzinie 11-tej na placu Focha w Zawodziu i Boisku Klubu Sportowego „Gwiazda” w Bogucicach. Istotnie zgromadziło się dzisiaj w godzinach przedpołudniowych kilkadziesiąt osób w okolicy składu drzewa w Zawodziu, położonego przy placu Focha. Około godziny 10–tej minut 30 nagle grupy te złączyły się w zwartą całość, formując pochód, który ruszył naprzód ulicą Hallera. Po bezskutecznem wezwaniu do rozejścia się, zostali demonstrujący bez użycia broni przez policję rozproszeni, na skutek czego wycofali się w kierunku Szopienic, gdzie zaopatrzyli się w kamienie z toru tramwajowego, jak również ze sąsiednich placów i kamieniami temi zaczęli rzucać na policję. Policja ponownie rozproszyła zebranych. Stamtąd wycofali się oni do zabudowań przy ulicy Hallera, skąd rozpoczęli ponowny atak na policję kamieniami i cegłami. Znajdujący się w tej ulicy oddział policji, oddał w powietrze na postrach kilka strzałów, co poskutkowało o tyle, że przez pewien czas zapanował spokój. Krótko przed godziną 12–tą została policja ponownie zaatakowana. Z głębi ulicy Hallera począł zbliżać się ku ulicy Krakowskiej tłum, złożony z kilkudziesięciu osób, przeważnie młodzieży, który stopniowo wzrósł do liczby około 200 osób. Oddział policyjny, składający się z 5-ciu funkcjonarjuszy policji w chwili, gdy przechodził wzdłuż ulicy Hallera obrzucony został kamieniami i deskami, nabitemi gwoździami, oraz różnemi sprzętami z okien domów, a jednocześnie tłum, skupiony na tejże ulicy zaatakował funkcjonarjuszów policji, wskutek czego ci schronili się do altanki jednego ze sąsiednich domów. Atakujący podniecani szczególnie przez jednostki młodsze, rzucili się w kierunku tejże altanki, obrzucając ją ze wszystkich stron kamieniami i cegłami. Jednocześnie padły ze strony demonstrantów strzały. Wówczas oddział policji, złożony z 5-ciu funkcjonarjuszów policji, znajdujący się w zaatakowanej altance, w obronie własnego życia, użył broni palnej, strzelając z rewolwerów. Na skutek obustronnej strzelaniny zranieni zostali: Dawid Emil, robotnik, lat 20, zamieszkały w Zawodziu, który otrzymał postrzał w brzuch. Odwieziony do szpitala Miejskiego, zmarł o godzinie 13-tej minut 15. Drugi, Winkler Leopold, drukarz, lat 27 z Zawodzia, otrzymał postrzał w prawe udo. Znajduje się w Szpitalu Miejskim, gdzie został poddany operacji. Trzeci Walach Józef, bezrobotny, lat 28 z Bogucic, został ranny w nogę. Po odwiezieniu go do szpitala, zbiegł stamtąd. Walach był jednym z głównych podżegaczy, nawołujących do atakowania policji. Obecnie panuje w Zawodziu spokój.

Urząd Wojewódzki po otrzymaniu wiadomości o wypadkach, wydelegował na miejsce specjalną Komisję, która przeprowadza śledztwo. Kilkanaście osób zostało przytrzymanych. W wyniku rewizji, zarządzonej w domach, skąd strzelano, znaleziono w jednem z mieszkań rewolwer 10-cio strzałowy, który wykazuje ślady świeżego strzelania.

Dzisiejsza demonstracja w Zawodziu przygotowana została przez podburzającą agitację elementu komunistycznego, który w ostatnich dniach rozwinął gwałtowną akcję, wzywając do urządzenia demonstracyj ulicznych i wskazując masom, że jedyna droga do poprawy bytu prowadzi, jak brzmi odezwa: „Poprzez bojowe masowe wystąpienia, strajki demonstracyjne, walki uliczne, aż do powstania zbrojnego robotników, chłopów i żołnierzy, w chwili bezpośredniej sytuacji rewolucyjnej.” Pozatem na miejscu zaobserwowano zorganizowane bojówki, które odezwa komunistyczna nazywa „Samoobroną masową”, a które organizowane są przez komunistów dla obrony mówców, kolporterów i agitatorów, oraz wystąpień ulicznych. Urząd Wojewódzki jest w posiadaniu tych odezw, pisanych w języku polskim i niemieckim [jest to rok 1931, a ulotki były dwujęzyczne – uwaga MB].

(…)

[pominąłem wypowiedzi kilku posłów, w których wspominano o Korfantym – przyp. MB]

Marszałek:
P. dr. Korfanty ma głos.

P. dr. Korfanty:
Wysoka Izbo! Gdy obrady nad tym bądźcobądź niesłychanie ważnym wnioskiem w tej krytycznej sytuacji, w której się znajdujemy, się rozpoczęły, to miałem wrażenie, że na porządku dziennym tej Wysokiej Izby stoi Korfanty i około Korfantego starano się z pewnej strony skupić całą dyskusję. Jest to dla mnie zaszczytne, że właśnie ci Panowie mnie stawiają w centrum dyskusji, ale ja ten zaszczyt od siebie odrzucić stanowczo muszę.

Proszę Panów! Są ludzie na świecie, dla których rozlew krwi jest drobnostką, są ludzie na świecie, którzy z lekkiem sercem nad temi rzeczami przechodzą do porządku dziennego, ale mnie brak odpowiedniego wyrazu, aby napiętnować przelewanie krwi ludzkiej i pozbawianie ludzi życia. (P. Bałdyk: Kiedy tej krwi więcej przelewano, czy w 1922 r., czy dziś?). W to już nie będę wchodził.

W obliczu rozlewu krwi człowieka, Polaka, robotnika, takiego człowieka jak my, z tą tylko różnicą, że my jesteśmy syci, a on jest głodny, wstrząśnięci jesteśmy do głębi, rozlew krwi i pozbawianie życia obywatela przez polską policję, — ja kwestii winy i odpowiedzialności w tej chwili nie rozstrzygam — przez polską policję, którą ten lud śląski, kiedy tu po raz pierwszy wkraczała, tak radośnie witał, to jest i pozostanie tragedją. I wobec tej rozlanej krwi w dniu dzisiejszym nie należy dyskutować o tern, kto jest prawdziwym przedstawicielem robotników, nie należy wiwatować na cześć tych, którzy spełnili swój obowiązek, (Wrzawa), swój przykry obowiązek, tak, jak go pojmowali. Czy to objektywnie był obowiązek, tego nie mogę osądzić na podstawie jednostronnego przedstawienia rzeczy przez p. naczelnika Wydziału Bezpieczeństwa Publicznego. (Głos z ław N. Ch. Z. P.: To jest urzędowe oświadczenie!) Mieliśmy w ostatnich latach tyle komunikatów urzędowych, – nie mówię tego pad adresem p. Naczelnika, który tu głos zabierał, – mieliśmy ty1e urzędowych oświadczeń, które okazały się niezgodne z prawdą i rzeczywistością, że Panowie darują, że każdy obywatel Rzeczypospolitej ma prawo odnosić się z pewną rezerwą do każdego oficjalnego oświadczenia w Rzeczypospolitej i zastrzec sobie prawo do ich zbadania.

Otóż proszę Panów! Niech Panowie tej rzeczy nie lekceważą. — Zdaje się, że Panowie nie idą pomiędzy lud. (P. dr. Glücksmann: Już więcej nie!) (P. Bałdyk: To jest rzeczowe przemówienie!) Pan Glücksmann powiada, że już więcej nie idą pomiędzy lud i ma rację. (P. Witczak [poseł sanacyjny – przyp. MB]: Idziemy!) – W zamkniętym kółku. – (P. dr. Kocur: Pan autem jeździ!) Ja jeżdżę swojem autem, a Pan miejskiem; nawet na wybory jeździł Pan miejskiem autem. – Proszę Panów! Proszę badać panujące nastroje! Nawet jeżeli ktoś dla siebie reklamuje monopol prawdziwego państwowca, a obraca się między ludźmi, stwierdzić musi rzecz nader niebezpieczną, że te nastroje, panujące pomiędzy masami, przybierają formy, które porównać można np. z nastrojami na ulicach Berlina, Warszawy i innych wielkich środowisk w roku 1918. Te same nastroje panują dziś także w Warszawie, nastroje, z których rodzą się tragedje narodowe i państwowe (P. Bałdyk: A Pan z troski o to, by one się nie zrodziły, wygłasza to przemówienie!) Proszę Panów! Są pewne odezwania się, które nie zasługują na bliższą uwagę i odpowiedź i do tych zaliczam inteligentną uwagę p. Bałdyka. (P. Bałdyk: Jest to bardzo wygodne!).

Na ten moment zwracam uwagę i ten moment podkreślam (Głos: Zeszłego roku tak samo!) Powtóre nie uważam, żeby ta Wysoka Izba była w stanie rozstrzygnąć przyczynę obecnego przesilenia gospodarczego, którego następstwem może być przesilenie społeczne, socjalne i polityczne, taksamo jak w innych krajach. Nie uważam, żeby ta Izba była kompetentna do rozstrzygania i wyświetlania tego niezmiernie trudnego zagadnienia. A szkoda czasu, proszę Panów, na to, żeby powtarzać genialne rozwiązanie tego zagadnienia, czy za panem ministrem Matuszewskim, – jak to jeden z przedmówców w swem przemówieniu uczynił, – który w niezbyt jasny sposób składał wyłączną winę za to, co się u nas w Polsce dzieje w dzisiejszej chwili, na politykę Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej w sprawie spłaty długów wojennych przez państwa europejskie. Pan Matuszewski, proszę Panów, w swoim artykule powiedział o Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej właściwie tak: Ty, wujaszku Samie, przypominasz mi żyda Shyllocka z „Kupca Weneckiego” Szekspira, który to kupiec miał pretensje do swego dłużnika i zawsze mu mówił: „Bracie zwróć dług, bo inaczej wykraję ci kawał mięsa!” Takie dowcipne zwalenie winy za naszą nędzę na Amerykę i porównanie jej z Shyllockiem, jest bardzo wygodne. Łatwo jest zrzucić własną odpowiedzialność czynników na osobę trzecią, znajdującą się poza granicami państwa polskiego, ale to sprawy nie wyświetla.

Drugi mówca, też z tego samego stronnictwa, przy swoich próbach wyjaśnienia przesilenia i jego przyczyn powołał się tutaj na drugiego wybitnego fachowca spraw skarbowych, mianowicie na p. Starzyńskiego, który w Poznaniu niezbyt dawno temu tłumaczył, jakie są przyczyny tego przesilenia: Nadprodukcja, bezrobocie, spadek cen srebra, nie równomierny podział złota. Te przyczyny i następstwa, wszystko było pomieszane, a pod koniec powiedział, że jest pewna sztywność w polityce gospodarczej. Jabym powiedział, że wywody te zdradzają pewną sztywność w tem miejscu, gdzie jest siedziba organu logiki. My nie twierdzimy, że odpowiedzialność za obecne przesilenie w Polsce spada wyłącznie i jedynie na Rządy sanacyjne, w pomajowej Polsce. (Głos: Wasza rezolucja tak twierdzi!) I w naszej rezolucji powiedzieliśmy, że przesilenie gospodarcze, które dzisiaj w Polsce wyrządza takie spustoszenia, jest odblaskiem przesilenia światowego. Powiedzieliśmy tylko, że to przesilenie gospodarcze w granicach Polski przybrało zaostrzony charakter wskutek błędnej polityki gospodarczej względnie polityki skarbowej, uprawianej przez Rządy pomajowe.

Proszę Panów! Jeżeli Panowie temu zaprzeczają, to Panowie mnie zmuszają do przypomnienia zapatrywań i pouczeń na sprawy budżetowe, które wygłaszał twórca ideologji, w którą Panowie ślepo wierzycie i za pomocą której chcecie zbawić Polskę, i zrobić ją potężnem państwem. Pan Józef Piłsudski jesienią ubiegłego roku… (Głos: To jest pierwszy Marszałek Polski!) – Sam siebie mianował. (Głos: Sejm Rzeczypospolitej wyraził mu podziękowanie i zatwierdził to!) (Wrzawa). (P. Witczak: Pan mu nie potrafi ubliżyć!) Niech Panowie się dziwią, że znaczna część, a może nawet większa część społeczeństwa w stosunku do Józefa Piłsudskiego nie żywi tych uczuć, które Panowie markujecie. Ale przecież jeszcze w Polsce myśli i uczucia są wolne – powinny być przynajmniej wolne. (Głos: Poza Brześciem!).

W jesieni ubiegłego roku Pan Józef Piłsudski wykładał społeczeństwu, jak on się zapatruje na gospodarkę budżetową Państwa i powiedział, że budżet na rok 1930/31 skończy się bez deficytu – za to ręczył i ręczył również, że budżet w roku 1931/32 tak samo musi się skończyć bez deficytu. Dziś przekonaliśmy się, że budżet r. 1930/31 skończył się poważnym deficytem około 300 miljonów złotych. Tyle było niedoboru w dochodach (P. Witczak: Plotka!) a za pomocą sztuki fryzowania budżetu zmniejszono ten deficyt do 300 miljonów złotych. (P. Witczak: 20 miljonów złotych!) To jest tylko sztuka fryzjerska! Dochody, preliminowane w tym budżecie faktycznie zmniejszyły się o 300 miljonów złotych. (Głos z ław N. Ch. Z. P.: To jest twierdzenie bez dowodów! Plotka!) Proszę zobaczyć rachunki. (P. Witczak: Pan to wziął z „A. B. C” i z „Gazety Warszawskiej”!) Przy ustalaniu budżetu na rok 1931/32 mówił Pan Piłsudski, że się męczył nad określeniem globalnej sumy budżetu. Powiedział: Jestem tego zdania, że budżet powinien być uchwalony w zeszłorocznej wysokości około 3 miljardów złotych, a mój doradca finansowy – tak nazwał p. Matuszewskiego – pragnie zmniejszenia budżetu. Ale ja idę in plus; będę żądał 3–ch miljardów złotych i, proszę Panów, powiedział przy tej sposobności tak: Ja budżetu nie obliczam na złote, na grosze; ja kalkuluję tylko na miljony i miljardy, a tylko idjota, albo głupi bubek – Copryght p. Józefa Piłsudskiego – liczący swoje koszule i chustki do nosa, ten liczy na złote. (Głos z ław N. Ch. Z. P.: To już Pan Sosiński czytał, co Pan Korfanty napisał!).

W ten sposób chciano budżet ustalić. (Głos: A bezrobotni się tem przemówieniem zadowolą). Zdaniem p. Piłsudskiego rząd ma duże doświadczenie, jego technika w opracowaniu budżetu jest z roku na rok doskonalsza, a natomiast technika Sejmu z roku na rok wykazuje coraz większe braki. Takie rozmowy pomiędzy rządem a sejmem w sprawach budżetu przypominają rozmowy między człowiekiem i prosięciem, albo gęsią.

Proszę Panów! Budżet został uchwalony mniejwięcej po myśli pana ministra spraw wojskowych Józefa Piłsudskiego przez bardzo posłuszną większość posłów jego kierunku. Dziś zaledwie trzy miesiące ten budżet jest w użyciu, a wczoraj brat pana ministra Józefa Piłsudskiego, najnowszy fachowiec w sprawach skarbowych, w wywiadzie już zakomunikował, że trzeba było ten budżet ograniczyć o 400.000,000 złotych, po 3 miesiącach przekonaliśmy się kto był człowiekiem, a kto był gęsią i prosięciem. Życie samo rozstrzygnęło. Ja wierzę, że wszystkim, którzy swoje posady, swoje stanowiska, zawdzięczają łasce tego systemu (Głos: Kapitalistów, przemysłowców!) tym Panom jest bolesne, gdy się im przypomina te genjalne popisy ich czołowego męża. Jeżeli przytaczam te rzeczy, to dlatego, że w nich tkwi źródło tej mizerji, w którą naród polski popadł, bo te proklamowane przez tego właśnie twórcę naszego budżetu luzy, ta polityka gospodarcza i społeczna, oparta na tych genjalnych powiedzonkach, to wszystko miało w następstwie ten rozrost naszej administracji i już pan poseł Sosiński dał tutaj przykłady tego rozrostu, tej inflacji administracyjnej, która tak samo pojawia się po wszystkich gminach, bo za wysokim przykładem idą niżsi i powodują niepotrzebne wydatki na cele dziś niekoniecznie potrzebne. Gdybyśmy byli stosowali te oszczędności, których myśmy się domagali przed rozwiązaniem poprzedniego Sejmu, to dzisiaj byłyby środki, byłyby pieniądze na niesienie pomocy bezrobotnym. (Głos: Trzeba to było zrobić przed r. 1926!) W 1926 r. nie było Sejmu. – (P. Witczak: W 1926 r. nie było Sejmu? Te wszystkie teorje mógł Pan urzeczywistnić, jak Pan był wicepremjerem!) (Głos: Wtenczas do ułanów strzelano, a w Świętochłowicach strzelano do ludu!).

Ta rozrzutność, to marnowanie grosza publicznego, ta beztroska, musiały doprowadzić do tego stanu rzeczy, w którym dziś się znajdujemy. Nie jest sztuką przewidzieć, że w danych warunkach źródła podatkowe muszą wyschnąć. Od miesięcy przepowiada się, że nastąpi chwila, gdy braknie państwu środków na zaspokojenie najpotrzebniejszych rzeczy, do których my zaliczamy akcję na pomoc dla bezrobotnych.

Na ostatniem walnem zebraniu Związku Gmin powiedziano, że gminy zostały powiadomione telefonicznie o tem, że zasiłki z funduszu na bezrobocie zostały skrócone z 17–tu na 13 tygodni, że akcja państwowa została zupełnie zniesiona i że pomoc z funduszu dla najbiedniejszej ludności została zredukowana do 1/3. Dziś dowiedzieliśmy się z ust przedstawiciela Wydziału Pracy i Opieki Społecznej, że znaleziono tymczasowe potrzebne środki na tę akcję i że odpowiedni projekt zostanie nam przedłożony. (P. dr. Kocur: Na miesiąc czerwiec!).

Proszę Panów! Przyznam się szczerze, że sprawców tego ograniczenia zasiłków dla bezrobotnych i tak nagłego zniesienia akcji pomocy, na którą w dwa tygodnie później, gdy polała się krew, gdy padły trupy na ulicach miasta, znalazły się środki, nie mogę zaliczyć do urzędników z poczuciem odpowiedzialności i powinni oni ustąpić z swych stanowisk. (P. Bałdyk: Co za święte oburzenie!) Mógłby ktoś przyjść i powiedzieć, że tego rodzaju krótkowzroczne postępowanie może podziałać jako prowokacja na rozgoryczone tłumy.

Jeden z przedmówców, wspominając dawne czasy, powiedział, że przed rokiem 1926 groził Polsce bolszewizm i niebezpieczeństwo upadku państwa, a że wypadki z roku 1926 zapobiegły temu niebezpieczeństwu. Proszę Panów! Co to jest bolszewizm i co jest zasadniczą cechą? (P. Bałdyk: Co to ma z bezrobociem wspólnego?) Bolszewizm jest to panowanie mniejszości, dyktatura przy pomocy policji, korupcji pieniężnej i pałek gumowych… (Głosy z ław N. Ch. Z. P.: Korupcja! To jest broń! Gdzie jest wyrok Marszałkowski?) (P. Witczak: Tę korupcję potępiła w uchwale Rada Naczelna P. P. S.!) (Wrzawa). Drugą charakterystyczną cechą bolszewizmu jest deptanie wszelkich pojęć prawa i zasad obowiązujących ludzi, wychowanych w nowoczesnej kulturze. Otóż proszę Panów, tych objawów przed rokiem 1926 nie widzieliśmy. (P. dr. Kocur: Tylko brano łapówki!) Ale niestety muszę stwierdzić, a ze mną zdaje się większość narodu polskiego, że te objawy dziś występują w Polsce w formie niesłychanie jaskrawej. Jeżeli chodzi o groźbę bolszewizmu, muszę powiedzieć, iż bolszewizm krzewi ten, który polityką bezprawia i gwałtu przygotowuje mu grunt i umożliwia mniejszości, która wyznaje filozofję rozpaczy, dążenie do opanowania sytuacji.

Proszę Panów! Niestety muszę tu otwarcie powiedzieć, że polityka ostatnich lat czynników odpowiedzialnych w wysokim stopniu przyczyniła się do tego, że mogły się w Polsce wytworzyć nastroje, na których mogą żerować agitatorzy komunistyczni. Odpowiedzialność za to nie spada na opozycję, nie, odpowiedzialność ponosi w całej pełni druga strona.

Jeżeli naszemu wnioskowi postawiono zarzut, że celem jego jest udzielenie znowu bezrobotnym tylko jałmużny, to ta uwaga pana posła Glücksmanna jest pozbawiona podstawy z tej bardzo prostej przyczyny, że nasz wniosek ma ten cel, ażeby pracę nad wyszukaniem potrzebnych środków przekazano Komisji Budżetowej z tem, żeby Sejmowi przedłożyła projekt ustawy już w drugiem czytaniu, któraby zmieniała w tym kierunku obecny nasz budżet. Proszę Panów! Mnie się wydaje, że, mimo wszystko, co tu dzisiaj mówiono, w naszym budżecie znajdziemy jeszcze bardzo poważne sumy, z których możemy stworzyć pomoc dla bezrobotnych. Nie wykluczam oczywiście i tej drogi, którą wskazuje klub, siedzący na prawicy tej Izby, ale mając na pamięci to, że u nas budżet robi się nie pod kątem widzenia istotnych potrzeb, ale ile można oszukania Sejmu – to nie jest moje wyrażenie – Copryght pana Marszałka Piłsudskiego – czyli tworzenia tak zwanych luzów, a ponieważ ze sprawozdań Urzędu Kontroli Państwowej z ostatnich lat wiem, że miljonowe luzy takie tworzono, z których fundusze lokowano w Banku Gospodarstwa Krajowego, gdzie spoczywały przez cały rok, dlatego uważam, że przy bliższem rozpatrzeniu się w budżecie znajdziemy tam potrzebne sumy na nasz cel.

Zarzut że nie można w ciągu roku budżetowego zmieniać ustawy skarbowej, nie wytrzymuje krytyki. Najpierw, gdy chodzi o tak poważną i tragiczną sytuację, w jakiej się znajdujemy, to tego rodzaju przeszkód uznawać nie możemy. Zresztą pójdziemy tylko za przykładem, danym nam z Warszawy. Okazało się, że budżet państwowy, uchwalony przez większość sejmową, według projektu min. Spraw Wojskowych, okazał się za wielki, więc zredukowano go o 400.000.000 złotych. A zatem my również mamy prawo redukować różne pozycje w budżecie, które można użyć na pożyteczniejsze cele.

My jeszcze, proszę Panów, w naszym wniosku wskazaliśmy na inne pozycje i źródła, z których możnaby wydostać odpowiednie fundusze. Stoimy na stanowisku, że działać musimy szybko, że nie mamy do stracenia ani minuty czasu, że Sejm nie może dopuścić do tego, aby powtarzały się wypadki dnia dzisiejszego, że Sejm musi w jaknajkrótszym czasie uczynić wszystko, co jest w stanie i co leży w naszych granicach możliwości. Bezrobotni są ofiarą obecnego ustroju społecznego. Za bezrobocie nie odpowiada – wyłącznie – jeden czynnik i ja tu w tym wypadku ograniczam także odpowiedzialność Rządów pomajowych, – zresztą naród ma taki Rząd, na jaki sobie zasłużył. Robotnik jest ofiarą obecnego ustroju społecznego. Ponieważ z pracy tego robotnika i z jego działalności korzysta całe społeczeństwo, bo praca robotnika różni się tem od pracy kapitału, że jej celem nie jest tylko robienie pieniędzy, ale służba dla celów społeczeństwa i narodu, przeto społeczeństwo ma obowiązek opiekowania się nim, gdy pracy mu zabraknie. Po stronie kapitału motorem działalności gospodarczej jest pieniądz, a celem jej znowu robienie pieniędzy. Jeżeli robotnik jest ofiarą społeczeństwa, to całe społeczeństwo ma obowiązek iść mu z pomocą. Oczywiście, idealnem rozwiązaniem byłoby, gdyby temu robotnikowi można dać pracę. Ale pierwszy mówca Klubu z prawej strony wytłómaczył nam właśnie, że przyczyna przesilenia leży w Ameryce. (P. Witczak: Nieprawda, mówiłem, że nie wchodzę w te przyczyny. To jest świadomy fałsz!).

Marszałek:
Nie wolno posłowi zarzucać fałszu.

P. dr. Korfanty:
Panu Witczakowi w tej Wysokiej Izbie wszystko wolno. To nikogo nie obraża, ani nie wzrusza.

Drugi mówca z prawej strony wykazywał, że jeżeli będziemy dawali tylko zapomogi, to zrobimy z czasem z tych bezrobotnych łajdaków. Chciałbym się zastrzec, że tej sztuki robienia łajdaków kluby opozycyjne nie znają i nigdy jej nie znały. Znamy natomiast gatunek obywateli w naszem Państwie, który się zrodził w ostatnich latach i którego specjalnością jest sztuka przekształcania uczciwych ludzi na łajdaków i tę sztukę posiadają w niezwykle wysokim stopniu. Ponieważ pracy ofiarom bezrobocia dać nie możemy, więc mamy obowiązek ratowania tych ludzi przynajmniej od rozpaczy i rozpaczliwych czynów, bo ci ludzie giną dziś nietylko na ulicach pod kulami rewolwerowemi policji, ale daleko więcej ginie ich dobrowolnie, pozbawiają się życia i zabierają nieraz z sobą całą rodzinę. Rośnie nietylko liczba upadłości, ale w tym samym stopniu liczba samobójstw. Wytworzyły się zupełnie chorobliwe stosunki, temu nikt z nas nie zaprzeczy. To, na co dziś patrzymy w Europie, a przedewszystkiem w Polsce, jest głęboko sięgającą chorobą społeczną, a wszystko, co będziemy w stanie zrobić dla leczenia tej choroby, pozostanie tylko półśrodkami, paljatywami.

Z tego zdajemy sobie sprawę, ale naszym obowiązkiem jest, aby w granicach naszych niedostatecznych sił i kompetencyj spełnić obowiązek wobec tych ofiar przesilenia gospodarczego.

(…)

Marszałek:
P. Witczak ma głos.

P. Witczak:
Wysoki Sejmie! Gdy słuchałem wywodów, odczytanych przez p. posła Sosińskiego, który zrzucał całą odpowiedzialność za obecną sytuację na Rządy Marszałka Piłsudskiego, to wygłoszenie takich wywodów przez p. Sosińskiego jest dla mnie zrozumiałe, jest okolicznością łagodzącą. Natomiast ogromnie się zdziwiłem, kiedy p. poseł Korfanty swojem przemówieniem udowodnił nam wszystkim ad oculos, że on jest właściwym autorem tych wywodów, które całe dzisiejsze położenie gospodarcze i polityczne państwa przypisują tylko winie Rządu Marszałka Piłsudskiego.

Polemizować na serjo z tego rodzaju prymitywizmem umysłowym uważałbym za to, co Rzymianie nazywali sacrificium intellectus [ofiara umysłu, duchowe poddanie się wyższej władzy – przyp. MB]. Nie mam zamiaru polemizować z p. Korfantym, natomiast przeciwko jednej uwadze pana Korfantego muszę tu jaknajkategoryczniej zaprotestować. Pan Korfanty posunął się tak daleko w swej nienawiści do Marszałka Piłsudskiego, do tego Człowieka, który dzisiaj całe państwo chroni przed bolszewizmem, a dzięki któremu p. Korfanty również może jeszcze spokojnie pyskować w tej Wysokiej Izbie…

Marszałek:
Panie Pośle! Proszę nie używać takich wyrazów!

P. Witczak:
że odważył się powiedzieć, że Rząd polski dopuścił się prowokacji przez ograniczenie ustawowej i wojewódzkiej pomocy dla bezrobotnych, że Rząd ponosi winę, że dzisiaj się lała krew robotnika polskiego. Jest to niesłychana insynuacja i mogę tylko wyrazić ubolewanie, że z miejsca nie została odpowiednio skarcona.

O ile chodzi o wywody p. posła Chmielewskiego, który nam tu w bardzo prymitywny sposób chciał udowodnić, że skoro skreślono 15%–owy dodatek, to prawdopodobnie dlatego, że nie wpłynęły preliminowane dochody, to pragnę stwierdzić, że wyraził sobie p. poseł Chmielewski, jako przewodniczący Komisji Budżetowo–Skarbowej votum nieufności, skoro w marcu dochody oceniał na 120 miljonów. złotych. Przecież wywody jego byłyby wówczas tylko częściowo słuszne, gdyby mógł udowodnić, że preliminowane dochody w wysokości 113.000.000 zł, nie wpłyną w preliminowanej wysokości do Skarbu Śląskiego. Można było przez udanie się do P. Naczelnika Kankofera stwierdzić, jakie były wpływy za kwiecień i maj i wówczas możnaby było obliczyć, jakie będą przypuszczalne wpływy w całym roku. (P. dr. Glücksmann: To są przewidywania!) Wszystko w życiu jest przewidywaniem, ale tego rodzaju hipoteza, że jeżeli się coś skreśli, to tego niema, jest bardzo prymitywna (Głos: Dlaczego w takim razie skreślono?). Dlatego, że skreślono wszystkim urzędnikom państwowym. (P. Sikora: Jeżeli budżet jest realny, to nie trzeba skreślać!) Te wyjaśnienia da pan Wojewoda.

Pragnę stwierdzić, że tego rodzaju wywody poszczególnych mówców, że możemy budżet przerobić, że znajdą się pieniądze, że możemy skreślić fundusz dyspozycyjny Wojewody – są demonstracją i demagogją, obliczoną dla tych bezrobotnych, którzy ewentualnie są na galerji. Bo razem można skreślić kilkaset tysięcy złotych, a to nie wystarczy nawet na pokrycie tej kwoty, którą proponuje sam Klub Ch. D. – to jest 700 tysięcy złotych. O ile więc wogóle wniosek Ch. D. i N. P. R., jest podyktowany szczerym zamiarem, by bezrobotnym przyjść z pomocą, wówczas Ch. D. postępując konsekwentnie, musi głosować tylko za naszym wnioskiem, dlatego, że my wskazujemy na realne oszczędności, a panowie nie przeprowadzili dowodu, że te wpływy są nierealne i że z tych 15% musi być pokryty deficyt budżetu. Te 5 miljonów złotych musimy dzisiaj uważać za jedyne realne źródło, z którego można czerpać na rzecz bezrobotnych.

Oprócz tego chciałbym zwrócić uwagę, na jeszcze jedną rzecz. Pan Korfanty mówiąc o tem, że Rząd, zmniejszając ustawową akcję zapomogową, dopuścił się quasi prowokacji (P. dr. Glücksmann: Tak nagle!) wobec społeczeństwa, dopuścił się grubej nieścisłości. Stwierdzam, że przesłanki faktyczne twierdzeń p. Korfantego są niezgodne z rzeczywistością. Jest prawdą, że wyszła instrukcja Urzędu Wojewódzkiego, która już tydzień czy 2 tygodnie przedtem zapowiedziała zmniejszenie akcji państwowej i wojewódzkiej. Następnym pierwszym dniem wypłaty jednak był dopiero dzień 15. czerwca 1931 r. Otóż stwierdzam pozytywnie, że do tego dnia do zmniejszenia dotychczas przez bezrobotnych pobieranego zasiłku nie doszło i dlatego nie można absolutnie mówić o prowokacji. Można ewentualnie być zdania, że podano te rzeczy do wiadomości może nieodpowiednio, że może trochę pochopnie działano, ale niesłychane jest twierdzenie, że rząd w ten sposób dopuścił się prowokacji. (P. dr. Korfanty: Nie mówiłem tego, powiedziałem tylko, że ten fakt był prowokujący!).

Chciałbym stwierdzić, że dzięki krokom, poczynionym przez Urząd Wojewódzki i dzięki przywróceniu częściowo kwot przez Rząd Centralny, dotychczasowe kwoty w tym miesiącu pozostaną w dotychczasowej wysokości, t. j., że akcja państwowa i wojewódzka zostanie utrzymana na tym samym poziomie, jak poprzednio. (Głos: Ale ich nie płacą!).

(…)

Marszałek:
P. dr. Korfanty ma głos.

P. dr. Korfanty:
Wysoki Sejmie! Prezes Klubu Sanacyjnego raczył użyć pod moim adresem wyrazu „pyskowanie.” Pragnąłbym stwierdzić, że ten wyraz jest plagjatem wyrażeń tego pana, dla którego on ma najwyższą cześć i którym ten posługiwał się kilkakrotnie w stosunku do posłów Rzeczypospolitej. Jestem zbyt dobrze wychowany, żeby dać wyraz tej ocenie, jaką dla tego rodzaju wyrażeń pana posła Witczaka mam. Zresztą, jak już poprzednio oświadczyłem, stoję na stanowisku, że p. posłowi Witczakowi wszystko wolno, gdyż jest on Jenseits von Gut und Böse [poza dobrem i złem, nietzscheański synonim nadczłowieka – przyp. MB] i taką ma opinję w społeczeństwie.

Pragnąłbym zaprotestować przeciwko wyrazom, włożonym mi w usta przez Prezesa Klubu Sanacyjnego. Mianowicie zarzucił mi on, że nazwałem cofnięcie, czy też zmniejszenie zasiłków dla bezrobotnych przez odpowiednie czynniki prowokacją. Stenogram wykaże, że powiedziałem, iż nieroztropne, niespodziewane ograniczenie zasiłków dla bezrobotnych, a dzisiaj po szeregu demonstracyj i tragedyj przywrócenie tych funduszów znowu zupełnie nagłe, w swoich skutkach musiało podziałać jako prowokacja. (P. Witczak: Djalektyka!) Ja nie jestem odpowiedzialnym za pańską inteligencję, że Pan moich słów nie może zrozumieć.

Co do rzeczy samej, to pragnąłbym zwrócić na to uwagę, w związku z udzielonemi nam przez Pana Wicewojewodę wyjaśnieniami, że na Walnem Zebraniu Związku Gmin de facto stwierdzono, że ograniczono zasiłki z funduszu bezrobocia z 17 tygodni na 13, że zniesiono zasiłki dla kawalerów i dla tych, którzy mają tylko jedną rodzinę na swojem utrzymaniu.

Powtóre stwierdzono na walnem zebraniu gmin, że zupełnie zniesiono akcję doraźną Państwową i akcję pomocniczą z funduszu dla najbiedniejszej ludności Województwa Śląskiego do 1/3 części.

Otóż pytam się, czy te dane, udzielone nam przez ludzi, o których przypuszczać musimy, że otrzymali je od przełożonej władzy, są ścisłe? Wszyscy naczelnicy gmin to nie są tacy ludzie, jak p. Fojkis, (P. dr. Kocur przerywa.) albo p. dr. Kocur – to jest ten sam poziom i ten sam kolor polityczny. Ale przecież tam byli ludzie poważni i nie można przypuszczać, aby poważni ludzie wygłaszali publicznie tego rodzaju twierdzenia, które byłyby niezgodne z prawdą. Powiada p. Wicewojewoda, że ma zapewnienie, iż pieniądze zostały wydane. Ale dowiedzieliśmy się, że to w sobotę p. Wojewoda otrzymał telefoniczną wiadomość z Warszawy, że 250 tysięcy złotych uchwalono z doraźnej pomocy. Zatem telefon z Warszawy nadszedł po całotygodniowych demonstracjach i niepokojach w naszym kraju i to jest najcharakterystyczniejsze dla postępowania i następstw zarządzeń rządu. Oczywiście łatwo było zatelefonować do starostów: wyłóżcie odpowiednie sumy i wypłaćcie ludziom. Pytam, jeżeli w myśl tego, co w zastępstwie p. wojewody zakomunikował nam prezes Klubu sanacyjnego, że te 15%, potrącone urzędnikom, są jako rezerwy w kasie, (P. Witczak: Nie powiedziałem tego!) – jeżeli te rezerwy są, to jeżeli dzieją się niepokoje nieomal w wszystkich gminach, jeżeli policja wzburzone tłumy rozpędza i musi używać broni, czy proszę Panów, wtedy, kiedy się ma do dyspozycji 6–7 samochodów wojewódzkich i urzędników więcej niż trzeba, czy nie byłoby prostą rzeczą wziąć z tych rezerw odpowiednie sumy i samochodami rozesłać je do starostw, aby miały pieniądze. (Wicewojewoda dr. Saloni: Nie wolno!) Nie wolno, ale wolno jeździć samochodami na spacery do Zakopanego, do Wisły i innych miejscowości. (Dr. Saloni: Jeździć wolno, tylko pieniędzy ruszać nie wolno!) — W tym wypadku, gdy gmach państwa stoi w płomieniach – nie wolno? (P. Witczak: Przeczytaj Pan sobie ustawę skarbową!).

Pragnę zwrócić uwagę na to, że fundusz bezrobocia w ostatnich miesiącach w powiatach i po miastach zalega z kwotą 1 1/2 miljona złotych. Częściowo komuny nasze i powiaty z własnych środków zaliczkowo te sumy potrzebne na wsparcie dla bezrobotnych wypłaciły, czekając, aż rząd centralny spełni swój obowiązek ustawowy i prześle te sumy. Stwierdzam, że do dnia dzisiejszego te zaległości w pełni nie zostały przez rząd centralny spłacone i jeszcze rząd centralny z tych sum zalega na jakieś 1/2 miljona złotych.

Proszę Panów! Wobec tych warunków, któreśmy dziś pod koniec poznali, widzimy, że przez to nagłe przywrócenie posiłków pod wpływem demonstracji, ale przywrócenie tylko na papierze. Rząd zwala odpowiedzialność na Urząd Wojewódzki, gdyż się powiada: przyznajemy 250.000 zł. Tak, ale na papierze względnie telefonicznie, a województwo, mimo tych rzekomych rezerw, nie miało z funduszu dla najbiedniejszej ludności środków, aby mogło najkrótszą drogą wypłacić te sumy. Rząd centralny winien jest gminom 1 1/2 miljona złotych z tytułu zasiłków dla bezrobotnych. Telefonem obiecuje dalsze wsparcia, województwo zamiast pieniędzy daje telefon do starostw, starostwa do gmin, by te wypłaciły wsparcia, gminy nie mają pieniędzy. Wsparcia załatwiono na papierze, jeno bezrobotni nic nie otrzymali i wychodzili na ulicę.

Niech Panowie darują, ale w tych warunkach byłbym zupełnie upoważniony do powiedzenia, że to nagłe zarządzenie wstrzymania wsparć było nieroztropne, nieświadome odpowiedzialności, a w następstwie musiało podziałać jako prowokacja ludzi głodnych, a głód jest najgorszym doradcą.

_____

Sprawozdanie stenograficzne z 9–go posiedzenia III–go Sejmu Śląskiego z dnia 17–go czerwca 1931 r., Drukarnia Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego, Katowice 1931, łamy 28–29, 44–50, 52–53 i 56–58.

wykop twitter blip śledzik gwar digg del.icio.us technorati

skomentuj

Możesz użyć następujących tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona korzysta z systemu zarządzania treścią Wordpress i motywu Digg 3 Column.